O piesku, co lubił rozrabiać

O piesku, co lubił rozrabiać

Pędzel

Pędzel był wesołym psem, a swą nazwę zawdzięczał szarawo-biało-żółtemu ogonowi. W wieku dwóch lat miał około 40-stu centymetrów wzrostu i 20-stu kilo wagi – należał do średnich psiaków. Ponieważ z charakteru bardzo pozytywnie nastawiony, hasał po obejściu (podwórku) przez cały dzień. Nawet gdy przybył ktoś obcy, właściciele pozostawiali go na wolności, chwilę tylko poszczekał i zajmował się swoimi sprawami.
Ze swoich spraw, prócz jedzenia i picia, piesek uwielbiał głęboko spać bądź rozrabiać. O ile spanie, zamiast czuwania, uchodziło Pędzlowi na sucho, tak poszarpana wycieraczka przy drzwiach domu czy zakopany w ziemi but – te psoty spotykały się już z lekkim niesmakiem. Na wzgląd pogodnego charakteru psa, nie wyciągano wobec niego, i jego figli, konsekwencji.

Wyjście w miasto

Pewnego dnia folgowanie Pędzlowi jego psot miało się zemścić, bowiem czworonożny bohater zauważył niedomkniętą uliczkę w bramie. Być może większe kładzenie nacisku na wychowanie oraz stawianie granic Pędzlowi (co wolno, a co nie) mogło by go odpędzić od zgubnego zamiaru ucieczki, ale że taka kwestia nie miała miejsca, piesek czym prędzej skorzystał z okazji. Po przejściu uliczki czekał na niego nowy świat, wcześniej niewidziany. Nie był to jednak świat bezpieczny dla piesków ciekawych nowego środowiska.
Uliczka, z której wyskoczył Pędzel prowadziła bezpośrednio na chodnik przy mocno ruchliwej ulicy. Nasz bohater szedł najpierw nim, raz po raz mijając ludzi, zadowolony z siebie. Jak wiadomo, z natury pogodny, nikogo nie zaczepiał. Spodobała mu się jednak ulica i jeżdżące tam samochody. Zeskoczył więc z chodnika na jezdnię i…
Pędzel obudził się na stole operacyjnym. Było to wybudzanie zaplanowane, gdyż operacja przebiegła pomyślnie. Następnie odebrali go właściciele, cały czas niosąc go lub delikatnie kładąc na tylnym siedzeniu samochodu, aż dotarli do domu. Tam ułożono pieska w garażu, gdzie wcześniej przygotowano dla niego ciepłe legowisko.
Wszystko już na naszego czworonożnego bohatera czekało, bowiem gdy potrącił go samochód na jezdni, nieopodal szedł znajomy rodziny posiadającej Pędzelka. Rozpoznał on go i przeniósł na chodnik, jednocześnie zawiadamiając rodzinę o całym zdarzeniu. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie, gdyż właściciele zawieźli rannego kundla do weterynarza, a ten rozpoznał złamanie dwóch przednich łap i od razu operował pod narkozą, składając kończyny czworonoga.

O piesku co był rasy Ogara Polskiego – część siódma

Nauczka na przyszłość

Leżąc w garażu, piesek trochę skomlał. Właściciele jednak często przychodzili do niego w odwiedziny, karmiąc i oporządzając. Pędzel wówczas zrozumiał, jakie ma szczęście, którym są wspaniali ludzie. I już nigdy nie korzystał z okazji, aby samemu uciec. Brama od podwórza mogła być cała otwarta, on pozostawał na miejscu, ignorując pokusę następnej ucieczki.
I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.